poniedziałek, 21 maja 2012

it's not even my birthday

Zapomniałam o zaległym outficie, który miałam wam pokazać przed wyjazdem do Bdg, albo od razu po. Jako że ten weekend był najgorszym w tym roku (dosłownie), miałam ochotę wrzeszczeć i płakać całą sobotę. Było tak okropnie, że aż pisanie o tym mnie smuci. Najbliższy miesiąc i pół będzie hardcorem. Nie oszukujmy się, ale sesja i praca to jest moc. Jak mi ktoś kiedyś powie, że studia zaoczne są proste i w ogóle zaliczasz bo płacisz, to zabije...

Może przejdę do czegoś milszego. DISHYOU ruszyło. Wymiary i linki do allegro są podane. Ceny są takie jakie są, starałam się poszperać i poszukać za ile sprzedają takie wyroby inne osoby. 
Niektóre są droższe, niektóre tańsze, to kwestia mojego czasu i pieniędzy włożonych w to wszystko. Na pewno zrozumieją to osoby które same coś kiedyś robiły, bądź nadal robią. To nie jest godzinka i po sprawie. To są godziny a nawet dni, które trzeba znaleźć w moim przypadku pomiędzy pracą, szkołą w weekendy, i teraz sesją. Tak czy siak, dziękuję tym wspierającym i kibicującym. Jeżeli macie ochotkę to lajkujcie, jak udostępnicie i podacie dalej to się nie obrażę, wręcz będę bardzo wdzięczna!! :)

                     Koszula: SH / Legginsy: New Yorker / Buty: Deezee / Torba: Flo






XOXOX

2 komentarze:

  1. bardzo ładnie wyszłaś na tych zdjęciach czarno-białych

    OdpowiedzUsuń